Są takie spotkania, po których coś się w człowieku porusza. Nie zawsze od razu wielkie decyzje.
Czasem najpierw pojawia się… zatrzymanie.
Ciekawość. Pytanie:
co ja właściwie chcę dalej?
We wtorek to się wydarzyło.
Nie chodziło tylko o motywację do pracy, czy działania.
Chodziło o coś głębszego — o zobaczenie siebie w drodze.
W kręgu padły słowa, które zostają:
„Zabieram ze sobą ciekawość”
„To było mi potrzebne”
„Poczułam przypływ energii”
„Nie chcę marnować czasu”
„Rozwój też może być pracą”
I może właśnie o to chodzi w motywacji…
Nie tylko o „siłę do działania”.
Ale o odkrycie, dlaczego coś jest dla mnie ważne.
Bo kiedy wiem „dlaczego” —
łatwiej zrobić pierwszy krok.
A potem kolejny. Rozmawiałyśmy o tym, że:
– motywacja może być cicha
i wewnętrzna,
– może rodzić się z wartości,
nie tylko z nagród,
– rośnie, kiedy jesteśmy wśród ludzi, którzy też są w drodze,
– i że to małe rzeczy, powtarzane codziennie, naprawdę zmieniają kierunek.
Ale chyba najważniejsze było coś innego.
Obecność.
Życzliwość.
Poczucie, że nie jestem w tym sama.
I czasem to wystarczy, żeby coś ruszyło.








